niedziela, 24 września 2017

Bez pieniędzy się nie obejdzie

W ostatnim wpisie trochę sobie popisałem o idei i wykonalności samowystarczalności w moim przypadku. Dochodzę do wniosku, że całkowita samowystarczalność będzie tutaj dla mnie nieosiągalna i gotówki potrzebować będę. Co więc na pewno będę musiał kupować i na co będę potrzebować pieniędzy? 
1. Opał. 
2. Podstawowa żywność. Nawet jeśli będę widział, że działka obradza, poleganie tylko na własnych warzywach będzie raczej ryzykowne. Zapas kasz, grochu oraz dowolnego tłuszczu będę musiał mieć. Na szczęście to nie są drogie rzeczy. A może uda się osiągnąć duży stopień samowystarczalności żywieniowej? Czas i kolejne lata pokażą. 
3. Środki czystości. To sprawa konieczna. Skrzypem mogę sobie co prawda naczynia czyścić, ale naprawdę nie mam zamiaru tutaj zdziczeć zupełnie i dla siebie samego higienę zachować. A mydła sobie nie posadzę. 
4. Roczna opłata za działkę. No tego nie uniknę.
5. Doładowania telefonu. Co prawda są to groszowe sprawy. Miedzy 5 a 10 zł miesięcznie. W sumie telefon bardziej jako komunikator internetowy. Od czasu wprowadzenia się tutaj zadzwoniłem z niego chyba tylko raz czy dwa razy, w sprawie wysyłki z allegro. Z telefonu raczej rezygnować nie będę. Pisać chcę dalej. 
6. Paliwo do lamp naftowych i świeczki. Pomimo faktu, że prąd jakiś tam mam, to z lamp naftowych ani świeczek rezygnować nie mam zamiaru.
7. W razie czego leki. Niestety nie jestem specjalistą z zakresu ziołolecznictwa. A nawet gdybym był to nie wierzę, że chociażby zapalenie płuc da się ziółkami wyleczyć. Gdyby tak było to przed erą antybiotyków nie byłaby to potencjalnie śmiertelna choroba. 

Trochę przemyśleń o samowystarczalności

Tak mnie dzisiaj na przemyślenia troszkę wzięło. Być może będzie ciut chaotycznie. Żyje mi się tutaj jak na razie całkiem dobrze. Docelowo chciałem tutaj usiec od jak największej ilości aspektów cywilizacji. Być w jak największym stopniu samowystarczalnym. Najlepiej z miastem wcale się nie komunikować, poza niedzielnymi wyjściami na mszę. Czy w przyszłych latach mi się to uda? Tego teraz nie wiem. Będę chciał do tego w jak największym stopniu dążyć. 

Analizuję sobie ostatnie sprawy związane z budżetem. I jestem ciekawy, czy w przyszłym roku także będę musiał wydawać tutaj takie pieniądze. Mieszkam tutaj od prawie trzech miesięcy i dotychczas wydałem już trochę kasy. Ok. Wiele pieniędzy poszło na sprawy związane z poprawą warunków mieszkalnych tuta. A to zdecydowałem się zainwestować w prąd, a to musiałem zwyczajnie kupić sobie garnek, koce, śpiwór...To wszystko to artykuły trwałe, które będę mieć na lata. Nie zjem ich ani nie spale. Zostaną. Więc to była inwestycja, powiedziałbym, że konieczna. 

Komosa biała

Ledwo co przekopałem sobie działkę i już mi się komosa biała pojawiła. Nie przeszkadza mi to wcale, ja się z tego bardzo cieszę. Młoda komosa biała to doskonałe jedzonko zarówno na surowo jak i po ugotowaniu. W smaku chyba lepsze od sałaty. 
Młoda komosa biała na grządkach
Skrzętnie ją zbieram. Gotuję lub duszę z tłuszczem i jest wtedy dla mnie doskonałym dodatkiem do kasz lub makaronów. W tym stadium rozwoju można bez obaw jeść w całości na surowo. Kwitnącą już raczej użytkować po obróbce cieplnej. Podejrzewam, że to właśnie komosa będzie moim głównym chwastem an wiosnę. Dla jednych chwast, dla mnie o będzie wiosenna nowalijka. Skrzętnie będę zjadać. 

Kasza varnishkes

Kolejna biedo-potrawa, żydowskiego pochodzenia. Robię ją zazwyczaj, gdy mi z poprzedniego dnia zostanie albo kasza albo makaron. Aczkolwiek taka sytuacja jest raczej rzadka ponieważ nie gotuję sobie tutaj na zapas z uwagi na brak lodówki. Przybliżone proporcje
- 1/4 opakowania makaronu
- pół kubeczka kaszy (najlepsza gryczana, ale nie jest to wymogiem)
- cebula 
- olej lub smalec
Gotuję kaszę i makaron. Cebulę zesmażam do miękkości na tłuszczu. Mieszam wszystko razem. Potrawa stanowi samodzielne danie. Potrawa ta (jak każda potrawa z kaszy) bardzo dobrze komponuje się z kiszonym ogórkiem. 

Kotlety grochowe

Jest z nimi trochę zabawy zwłaszcza w moich warunkach. Ale gdzie mi się tutaj spieszy. Tych kotletów robię więcej i mam je wtedy na cały dzień - jem na obiad i kolację, czasem zabieram w teren. Używane przeze mnie przybliżone proporcje:
- opakowanie grochu (w moim przypadku 400 gram)
- 2 -3 jajka
- łyżka mąki (czasem więcej)
- sól, pieprz oraz inne przyprawy do smaku według dostępności i uznania
- olej do smażenia lub smalec
Groch namaczam do miękkości. Gotuję w jak najmniejszej ilości wody. Ugotowany groch rozgniatam (fajnie by było zmielić ale jak w moich warunkach niewykonalne). Dodaję jajka, mąkę przyprawy oraz formuję kotlety. Uformowane kotlety smażę na oleju lub smalcu na złoty kolor. Czasem używam rozmoczonego chleba.Czasem do tych kotletów dodaję różne duszone chwasty dla urozmaicenia. Te kotlety to samodzielne danie, czasem dosmażam sobie do nich jakąś cebulkę lub robię sos dowolnego typu, by zbyt suche to nie było. Doskonały prowiant w teren. 

Groch na gęsto

Dość często robię tą potrawę z uwagi na wartość odżywczą grochu - białko. Zmieniam tylko dodatek i przyprawianie. Potrawa ma być gęsta, prawie jak purre ziemniaczane. Potrawa banalnie prosta.
Składniki i przybliżone proporcje
- pół opakowania grochu łuskanego połówki (powiedzmy 200 gram)
- łyżka lub dwie łyżki smalcu
- jeden lub dwa ząbki czosnku
Groch namaczam do miękkości. Gotuję go w małej ilości wody, w proporcjach podobnych jak na kasze. Rozgotowuję go, solę do smaku. W tych proporcjach zazwyczaj łyżeczka soli. Czosnek krótko podsmażam na tłuszczu i dodaję do rozgotowanego grochu. Przyprawiam do smaku obowiązkowo pieprzem i majerankiem. Potrawa dość sycąca. Z połowy opakowania wychodzi spokojnie dość syty posiłek, który jest źródłem wartościowego białka oraz tłuszczy (ze smalcu). Potrawa ta stanowi w pełni samodzielne danie główne.

Moja dieta

Postanowiłem utworzyć kategorię "Żywność - codzienne gotowanie". Tutaj będę co jakiś czas prezentować co i jak sobie tutaj gotuję, co jem. Taki rodzaj działkowej książki kucharskiej. Zdjęć będzie niewiele, ponieważ obecny sprzęt kuchenny nie jest zbyt fotogieniczny. Niektóre potrawy nie będą zbyt dobrze wychodzić na zdjęciach, ponieważ przeważająca część będzie wyglądać jak kasza / ryż z chwastami ;-). Nic ciekawego naprawdę. W przyszłym roku potrawy być może będą już ciekawsze i bardziej bogate. Będę mieć w końcu więcej warzyw do dyspozycji. Cóż. Na razie większość potraw jest oparta o:
- kasze
- ryż
- groch
- tłuszcz
- dzikie rośliny jadalne
- jajka
- makaron
- mąka
- własne przetwory
- własne warzywa, ale to raczej w przyszłym roku
Kuchnia raczej "biedna", prawie polowa, ale raczej zdrowa. Na pewno skromna, prosta, mało wyszukana. Dbać będę o urozmaicenie potraw dla swojego własnego dobra. O witaminy się nie martwię. Dziko rosnące rośliny i przetwory będę ich źródłem. 

Zbiory pasternaku

Podczas dzisiejszego wyjścia przy okazji zbioru skrzypu znalazłem trochę "dzikiego" pasternaku. Niestety rósł tutaj w wersji już kwitnącej, więc jest dwuletni a tym samym korzeń dość twardy i łykowaty. Ale jako dodatek do potrawy w sam raz. Zęby jeszcze mam ;-). Dziki pasternak smakuje podobnie jak pietruszka i swobodnie można go użytkować w tej formie - jako dodatek do zupy chociażby. A twarde włókna...Cóż. To po prostu celuloza, błonnik - przeleci ;-). A coś tam z wartości odżywczych i smakowych się dostanie.
Kwitnący i owocujący pasternak. Nie udało mi się lepszego zdjęcia zrobić.

Malutka uwaga do Czytelników

Taka krótka informacja dla Czytelników. Podczas zbiorów roślin nie rozróżniam zbytnio co jest rośliną jadalną a co leczniczą. Nie będę zatem tworzyć osobnej kategorii dla roślin leczniczych oraz użytkowanych w inny sposób, jak to było chociażby w przypadku pozyskiwania żarnowca do zrobienia miotły. W dziale "żywność - zbieractwo" lądują więc także rośliny lecznicze. Niektóre rośliny są zarówno jadalne jak i wykazują działanie lecznicze - daleko szukać - poczciwa pokrzywa. Ostatnio nawet wrzucony wpis na temat skrzypu. Także wylądował w dziale związanym ze zbiorem żywności. Tak mi łatwiej. Żywnością więc określam wszystko co "wkładam do paszczy" ;-). Czasem jednak jakąś roślinę zbieram wyłącznie do celów użytkowych - wtedy wyląduję w kategorii "schronienie i jego wyposażenie". Hm... W sumie to nie wiem jaką etykietę dać temu wpisowi ;-) ale mało jest to dla mnie ważne. 

Zbiory skrzypu

Dzisiaj w niedziele postanowiłem pójść po skrzyp. Nazbierałem go naprawdę sporo. Zbieram go głównie jako zimowe uzupełnienie diety w minerały i jako łagodny środek przeciwzapalny. Ponadto używać go będę do czyszczenia i mycia naczyń - taki ekologiczny czyścik kuchenny. Nadaje się do tego dość dobrze z uwagi na swoją szorstkość. I wcale nie chodzi tutaj o to, że jestem jakimś wielkim ekologiem. Po prostu z uwagi na brak kanalizacji tutaj zależy mi na tym by zużycie wszelkich detergentów na maksa ograniczyć. 
Stanowiska (jedno z wielu) skrzypu polnego

Plan działki od roku 2018

W jednym z poprzednich wpisów pokazywałem plan swojej działki, tak jak ona teraz wygląda. Tutaj chcę pokazać, jak ona ma docelowo wyglądać. 
Schemat działki, od roku 2018.
Linia zaznaczona jako S to ścieżka główna działki. Ten układ nie ulegnie zmianie.
W to wejście na działkę.
A to altanka - mój dom.
Obszar zaznaczony literą T wokół domu to trawnik. Będzie to dla obszar odpoczynku i trochę taki obszar roboczy. Gdzieś tutaj będzie też kompostownik. 

Dziennik się w pełni sprawdza

Założony dziennik się sprawdza bardzo dobrze. Notuję w nim wszystkie ważne dla mnie rzeczy. Od budżetu, poprzez jakieś plany i pomysły. No chyba jakaś forma kalendarza i terminarza towarzyszy wielu ludziom. 
Moje notatki i fragment dziennika

Bylica piołun rosła po drodze

Dzisiaj w drodze powrotnej z kościoła zauważyłem rosnącą bylicę piołun. I słyszałem jak mówiła do mnie "weź mnie do swojego ogródka i zaopiekuj się mną". No nie szło odmówić ;-). Wziąłem więc. 
Malutka bylica piołun.

Budżet z ostatnich dni

Wcześnie dzisiaj wstałem jakoś, już jakoś o 6 rano. Napiłem się kawy, ubrałem "do ludzi" i poszedłem na mszę o godzinie 8. W drodze powrotnej zaczepili mnie Świadkowie Jehowy. Chcieli porozmawiać, ja tylko stwierdziłem, że te a te książki mnie interesują i chętnie wezmę. Co prawda na ich wiarę nie mam zamiaru przechodzić, ale poczytać sobie mogę. Gdy przeczytam to wezmę te książki przy okazji kolejnego wyjścia na msze i oddam. Już wróciłem. Zrobię sobie teraz podsumowanie budżetu z ostatniego tygodnia. Od czwartku do soboty realizowałem zlecenie u kobiety. Sporo pracy było. Przed "wypłatami" miałem 75 zł. Przez te 3 dni zarobiłem 170 zł. Co mi dało (dałoby bo były wydatki w trakcie) 245 zł. Z tej kwoty robiłem zakupy. 
Kupiłem 
1. Nasiona warzyw za łączną kwotę 80 zł
2. Nasiona poplonowe za łączną kwotę 40 zł
3. Czosnek 30 sztuk za łączą kwotę 36 zł
4. Inne zakupy (chleb, smalec, trochę przypraw) za łączną kwotę 14 zł
Razem wydałem 170 zł
Powinienem więc mieć 75 zł. I prawie mi się zgadza. Mam dokładnie 74 zł z groszami. 

sobota, 23 września 2017

Inwentaryzacja zapasów

Od ostatniej inwentaryzacji minęły dokładnie 2 tygodnie. Czas na kolejną. Dobrze wiedzieć na przyszły rok ile czego mi schodzi. W nawiasie pisze zużycie w ciągu ostatnich 14 dni, czyli od czasu ostatniej inwentaryzacji. 
Artykuły sklepowe spożywcze

Kolejna samosiejka fasolki po drodze sobie rosła

Dzisiaj po drodze na zlecenie znalazłem kolejną samosiejkę fasolki szparagowej. Oczywiście wziąłem. Kurcze. Być może okaże się, że niepotrzebnie nasiona kupowałem ;-). Ale jak już wspomniałem fasolki chcę w przyszłym roku dużo posadzić. Albo posiać... W sumie to nasiona fasolki się sadzi czy sieje?
Sporo tej fasolki przy murku rosło. 
Łącznie z innym znaleziskiem fasolki, o którym wspominałem, trochę tych strąków już się nazbierało. Oczywiście, jak cokolwiek znowu się trafi do zbioru to zbieram. Jak juz strąki mi zupełnie obeschną to obiorę sobie całość i będę wiedział ile tego razem mam. 

Zbiory kwiatów i liści nasturcji

Dzisiaj po drodze zauważyłem przy jednym z płotów rosnącą nasturcję większą. Zebrałem więc kwiaty i liście. Były dobrą przyprawą do kolacji - sałatkę sobie zrobiłem. Dość fajne urozmaicenie. 
Rosnąca nasturcja.


Powoli koniec patisonów

To moje patisony. Jest już coraz chłodniej i widzę wyraźnie, że patisony rosną coraz wolniej, niektóre nawet już zaczynają gnić. Powoli więc możliwość zbioru patisonów dobiega końca. No cóż...
Jedna z roślin patisonów.
Mogę już z czystym sumieniem zbierać kwiaty patisonów i je jeść. Już owoców nie zawiążą.

Uzupełnienie koców

Ostatnio kupiłem sobie dodatkowy koc i śpiwór. Nowy koc to ten gruby brązowa. Nowy śpiwór to ten w pokrowcu. Kupiłem w jednym z lumpeksów. Wydałem całe 12 zł. To był dobry zakup. Mam więc dwa śpiwory i kilka dobrych koców, co mnie bardzo cieszy. 
Tak teraz wygląda moja pościel. Nie wystawiłem dwóch koców, które pełnią funkcję narzuty i prześcieradła.
Mam więc w sumie do przykrycia cztery koce i dwa śpiwory. Jest dobrze... Był problem z praniem. Ani śpiwór ani koc nie mieścił się w mojej dużej misce, widocznej w tym wpisie. Musiałem pranie zrobić w beczce. No jakoś się udało. Wszystko rozwiesiłem w domu i teraz już jest wszystko suche. 

Ciekawe czy ktoś będzie te ziemniaki zbierać

Od jakiegoś czasu obserwuję pobliskie pole uprawne. W zeszłym roku na tym polu gospodarz zostawił bardzo dużo kapusty. Chyba nie opłacało mu się zbierać mniejszych główek po prostu. Wtedy mnie to nie interesowało. Ale teraz będę to pole obserwować. Być może i w tym roku gospodarz porzuci zbiór. A nawet jak zbierze to być może na polu zostaną ziemniaki mizernej wielkości. Na razie nie będę zbierać. Kraść nie mam zamiaru. Ale gdy już zacznie się ryzyko przymrozków a zbioru nie będzie wtedy być może uznam, że uprawa została porzucona. 
Widoczne pole ziemniaczane

Groszek sobie rósł po drodze

Dzisiaj w drodze powrotnej do domu znalazłem skupisko groszku, prawdopodobnie jest to groszek szerokolistny. Wziąłem kilka strąków, może uda mi się je dosuszyć i wyprowadzić z nich materiał siewny. Ładnie by wyglądał, gdyby się po ścianie wspinał.
Rosnący groszek

Uzupełnienia oświetlenia

Kilka dni temu postanowiłem dokupić sobie kilka świeczek i tak teraz wygląda moje wyposażenie świeczkowe. Oprócz tego mam dwie świeczki aktualnie używane. 
Aktualnie posiadane świeczki,  świece i znicze.
Ostatnio kupiłem te duże czerwone świeczki, podobały mi się. Znicze szklane i część tych wkładów do zniczy już miałem. To cosik w słoikach to także własnoręcznie robione świeczuszki. Pomysł wziąłem  z tego wpisu. Akurat cmentarz mam kilka kilometrów stąd. Więc co jakiś czas tam mogę być. Zbieram ze śmietników "wyczerpane" znicze, odzyskuję z nich resztki paliwa i mam. Nawet fajna zabawa. W listopadzie zakładam, że będę mieć tego całą masę. To dobrze. W sumie to nawet dość eko ;-) . Odzyskiwanie surowca z odpadów. Zapalona świeczka lub minimalny ogień z lampy naftowej jest cały czas w nocy. Jakoś wolę minimalny półmrok a nie całkowitą ciemność. Bezpieczniej się czuję. 



Tak wygląda teraz moja działka

Przedstawiam teraz przybliżony układ swojej działki. Dotychczas większość to był trawnik.  W innym wpisie pokażę plan działki na przyszłe lata.
Schematyczny rysunek z zachowaniem skali mojej działki.
Obszar zaznaczony jako "1" to dotychczas jedyna grządka z warzywami, W tym roku były tutaj ogórki, patisony i kilka jarmużów.  Jest tu sporo krzewów ozdobnych, które oznaczyłem jako "4". One idą pod siekierkę i ogień.  Altankę oznaczyłem jako "A". Dookoła jest miejsce na trawnik i tylko tyle go tu zostawiam, przy domu w sumie. Mam tutaj też posadzony winogron, zaraz przy drodze, oznaczone jako "2". Przez środek działki przebiega ścieżka, zaznaczona kreską. 

Zakup poplonu - pelucha, łubin oraz gorczyca

W czwarte kupiłem także trochę nasion na poplon. Po zakupach nasion miałem do dyspozycji 45 zł. Poplon całość kosztował mnie 40 zł, więc po tych zakupach zostało mi raptem 5 zł. Ale mogłem sobie na takie spłukanie się pozwolić, ponieważ wiedziałem, że przede mną jeszcze co najmniej dwa dni zlecenia. 
Oto zakupione nasiona na poplon. W kartonie pelucha, w woreczku łubin, w drugim woreczku gorczyca. 

Zakupy nasion

W czwartek wieczorem, po pracy na zleceniu, postanowiłem przejść się do miasta, kupić nasiona. Buraki pastewne kupiłem z sklepie ogrodniczym za 25 zł. Resztę nasion kupiłem w jednym z dyskontów. Całość kosztowała mnie 80 zł. Przed zakupami miałem 125 zł. Po zakupach zostało mi 45 zł. Mogłem jeszcze kupić nasiona na poplon. W niedzielę podsumuję sobie budżet i wydatki. 
Oto wszystkie moje nasiona po zakupach. Te po lewej na dole już miałem. To duże opakowanie to buraki pastewne. Po prawej stronie te kupki to zakupy.

Dorwałem nasiona fasolki szparagowej

Wczoraj po powrocie z działki, na której realizowałem zlecenie znalazłem po drodze kilka roślin fasolki szparagowej. Jakaś samosiejka po drodze. Już była lekko obeschnięta i dojrzała, więc wziąłem. Zawsze to równowartość jednego opakowania nasion do przodu.
A oto rosnąca sobie samosiejka fasolki. Zapewne marzy o tym by u mnie wydać potomstwo ;-) 

Malina i wrotycz jako chrust

Drewna jak na razie nie chcę palić, ponieważ jeszcze szczególnie zimno nie jest. Wieczorami już jednak sobie przepalam, bo są chłodne trochę. Póki co to jak na razie drewno sobie zbieram a nie zużywam. Używam na razie typowego "chrustu". Z czego? Z malin, wrotycza i nawłoci. Akurat tego w okolicy pod dostatkiem.
Jedno z kilku miejsc, z którego pozyskuję obeschnięte pędy malin.

piątek, 22 września 2017

Jak robię sadzonki z mięty

Po opublikowaniu jednego z wpisów, w którym wspominałem o mięcie jeden z Czytelników pytał mnie na fb w sprawie rozmnażania mięty. Obiecałem pokazać jak postępuję z mięta. Krótka informacja. Roślina składa się z korzenia, pędu (łodyga) i liści. Wszystkie inne organy roślinne to przekształcenia tych trzech "organów", np kwiat to przekształcony liść, owoc to przekształcony kwiat. W dużym uproszczeniu. Na pędzie (łodydze) rosną liście, pęd także może się rozwidlać. Nie będę wchodził w szczegóły, nie piszę bloga botanicznego. Miejsce na pędzie, z którego wyrastają liście to węzły, odcinek między węzłami to międzywęźla. To proste wyjaśnienie i przy okazji fachowe nazewnictwo. Nim też będę się posługiwać w dalszej części wpisu. Wiele roślin własnie w węzłach lokalizuje swe "twórcze możliwości". 
Przystępujemy do sklonowania mięty. Tak - dokładnie - sklonowania. Jedna z definicji (tylko proszę mi tutaj wikipedią nie argumentować) klonowania to "odtworzenie i/lub wytworzenie całego organizmu potomnego z fragmentu organizmu macierzystego". W świecie roślin proste, u zwierząt wyższych trudne. Wynika to z mechanizmów różnicowania i możliwości odróżnicowywania tkanek. 
Dobra. Konkrety teraz czyli instrukcja krok po kroku. Miętę się bardzo łatwo sadzonkuje. Podobnie można postąpić z innymi roślinami zielnymi o zbliżonej budowie - to przykład wykonania tzw sadzonek pędowych. Z winogronami robimy identycznie, ale to pokażę przy okazji robienia sadzonek z winogron. Teraz tylko zajawka, że tak można.
Przyniesiona mięta. Przystępuję do robienia sadzonek.

Podoba mi się ta fasolka

Podczas ostatniego zwiadu terenu dorwałem fasolkę. W sumie fasole, dobra. Ale fasolką to takie ładne zdrobnienie. Po przyjściu do domu otworzyłem kilka strąków. Ona mi się naprawdę podoba. Duża i taka fajna kolorowa. Susze ją teraz w strąkach. Będą nasiona na przyszły rok. To odmiana tyczna, na podpory. Sporo będę mieć tych nasion. Na zupę za mało ale jako materiał siewny to sporo tego wyjdzie. W środę wieczorem no dosłownie nacieszyć się nią nie mogłem. 
Oto strąki zebranej fasoli i same nasiona. Strąki będę suszyć w całości, tak one jeszcze sobie spokojnie dojrzeją.

środa, 20 września 2017

Zwiad terenu po powrocie z miasta

Dzisiaj w drodze powrotnej z miasta postanowiłem wracać trochę inną drogą, niż zwykle. Zawsze wracałem tą drogą bezpośrednio, tą w kierunku wioski. Pokazywałem mapkę w tym wpisie. Dzisiaj wracałem tą trasą równoległa do dotychczasowej, zwiedziłem obszary Z2, Z1. No przyznam, że zwiad był bardzo owocny. 
Jeden  z widoków

Zamówiłem dzisiaj nasiona brukwi i marchwi

Dzisiaj rano zdecydowałem się zamówić nasiona brukwi i marchwi pastewnej. Oprócz tego, co dzisiaj zamówiłem mam jeszcze po kilka opakowań groszku, fasolki szparagowej oraz buraków ćwikłowych. W sumie nasion mam na razie niewiele, na pewno będę musiał dokupić lub dozbierać, tak jak dzisiaj. Po zakupie poszedłem do miasta zapłacić. 
Zamówiona marchew pastewna

Mój EDC

W wolnym czasie (którego mam pod dostatkiem), głównie wieczorami czytam sobie różne strony i blogi o tematyce survivalu, preppingu, outdoru i tego typu wynalazki. Na wielu z nich jest poruszane zagadnienie EDC. Zamiast angielskiego skrótu wolę polski odpowiednik - ekwipunek dźwigany codziennie. W sumie każdy coś takiego ma, nie tylko survivalista. Oczywiście mam i ja ;-). W pełni dostosowany do moich wyjść, zwiadów i wszelkich spacerów. Oto on. 
Moje EDC

Dłuższy zwiad terenu w kierunku wioski

Wczoraj poszedłem w kierunku samej wioski, praktycznie do samej wioski. Pogoda dopisywała. Po tym maratoniku byłem już trochę zmęczony. Ale warto było, jak zawsze. 
Pole topinamburu. W sumie kraść nie będę ale, gdy będę chciał pozyskać kilka bulw do partyzanckiego ogrodnictwa, dobrze wiedzieć, że tu rośnie.

Mapka do zwiadów terenu

Wczoraj i dzisiaj pozwoliłem sobie na kolejne zwiady terenu. Postanowiłem sobie dzisiaj ułatwić sprawę zwiadów i rozrysowałem sobie schemat swoich okolic, coś na kształt mapy. Ułatwi mi to w przyszłości zaznaczanie sobie co ważniejszych obszarów. Rozrysowaną mapę pokazuję na poniższym zdjęciu. 
Rysunek prawie mapka okolicznych terenów. Oznaczenia na mapie M - miasto, W - wioska pod miastem, D - działki, na jednej z nich mieszkam (DM), C - cmentarz, P1, P2, P3, P4 - pola uprawne, Z1, Z2 - obszary "na zewnątrz"  (w sumie nie wiedziałem jak je nazwać, ja wiem o co chodzi)










wtorek, 19 września 2017

Mam już ładowarkę słoneczną

Dzisiaj rano kurier dostarczył zamówioną tydzień temu ładowarkę słoneczną. Działa, od razu sobie sprawdziłem. Zwyczajnie podłączyłem żarówkę pod ładowarkę – świeci. Taki prosty test w zupełności mi wystarczy. Ładowarkę przymocowałem sobie na dach. Do niej podłączyłem akumulator żelowy. Do samej ładowarki podłączyłem też gniazdko DC. Także bezpośrednio z ładowarki ładuję albo power banka, albo telefon, albo akumulator żelowy - w zależności od potrzeby. Od akumulatora odchodzi drugie gniazdko DC oraz kabel do oświetlenia. Prosto wykonana instalacja. Rzekłbym nawet prowizorycznie. W pierwszej kolejności ładowany jest power bank oraz telefon. Dopiero gdy on mam pełny telefon oraz power banka ładować będę akumulator żelowy. Priorytetem jest ładowanie telefonu, samo oświetlenie elektryczne jest sprawą drugorzędną.  W końcu po to zakupiłem to wszystko – by mieć możliwość samodzielnego ładowania telefonu. Jak już wspominałem telefon ten to moje najważniejsze obok radia urządzenie RTV. Używam go do korzystania z internetu, pisania, oglądania filmów, korzystam z GPS... Oczywiście korzystanie z oświetlenia elektrycznego może się w dalszej perspektywie okazać oszczędnością - w końcu samej nafty mniej będę zużywać. Zdjęć samej instalacji na razie pokazywać nie będę, ponieważ na szybkiego poskręcane kable zbyt pięknie się nie prezentują. Gdy już zrobię to w bardziej estetycznej formie pokażę zdjęcia. Dzisiejsza pogoda od razu lepiej nastawia. Jest naprawdę ładnie, słonecznie, dość ciepło. 

poniedziałek, 18 września 2017

Plany na przyszły rok

Tak sobie przyszły rok planuje w kwestii zagospodarowania działki. Część działki za altanką mam zacienioną przez drzewo owocowe. Tam będzie trawnik i trochę trawnika przed samą altanką. W jednym z wpisów wspominałem o planach założenia winnicy. Może to super dumnie brzmi ;-).  Po prostu chcę posadzić kilka krzewów winogron, zrobić z tego coś na kształt szpaleru. Część wpuszczę na ściany altanki. Oczywiście to nie wszystko. Winogron prawdopodobnie mi zbytnio owoców w przyszłym roku nie da. Chociaż, kto wie. Może trochę. Winogronem oddzielę sobie trawnik od warzywniaka. Co tu jeszcze będzie.

1. Grządka ziołowa. Z ziół przede wszystkim mięta, bylica piołun, melisa, oregano, tymianek. W sumie takie „podstawowe” przyprawy kuchenne. Ta grządka pozostanie jako trwały element działki.

Deszczowa nuda i plany na przyszłość

Dzisiaj padało praktycznie cały dzień. Dosłownie lany poniedziałek ;-).  Taki przelotny deszczyk – kilka godzin i przeleci. Co prawda wiadomo z cukru nie jestem, nie rozpuszczę się. Jednak przyznam szczerze, gdy to możliwe wolałbym na przemoknięcie się nie narażać. Zrobiłem sobie dzisiaj pranie. Powiesiłem na zewnątrz, więc kwestię płukania mam od razu załatwioną. Pogoda w sam raz na nudzenie się. W sumie to dzisiaj akurat nie chce mi się zbytnio nigdzie wychodzić. Rozpisuję sobie plan zasiewów na przyszły rok. Zastanawiam się, które z warzyw posadzę w dużej ilości, które będą w mniejszych ilościach. Najprawdopodobniej w przyszłym roku postawię na warzywa strączkowe, buraki, brukiew, marchew. Tego chcę mieć w dużej ilości. Czytam sobie literaturę, filmy oglądam... Czyli w sumie dzisiaj poza praniem – słodkie leniuchowanie. I podejrzewam, że tego typu dni czeka mnie sporo w nadchodzącej późnej jesieni i zimie. Będę musiał znaleźć sobie jakieś twórcze zajęcie. Ileż można siedzieć przed filmami, literaturą, układać sobie pasjansa...? Może zacznę sobie coś w drewnie strugać? Co wyjdzie, to wyjdzie. A jak nie wyjdzie, to przecież i tak się nic nie stanie. Najbliższe dni, gdy tylko pogoda pozwoli, będę chciał nazbierać jak najwięcej jadalnych owoców, które nadają się do suszenia. Pokrzywy mam już tyle, że sąsiadom rozdaję. Zbieram więc pokrzywę cały czas. Dla siebie do picia, dla innych ( a co mi tam) oraz do beczki na płynny kompost. Wiosną będę mieć od razu dobry nawóz do zasilania. 

niedziela, 17 września 2017

Niedzielny spacer, kaczuszki i szczaw

Dzisiaj postanowiłem się przejść na spacer. Ot taki po prostu spacer, bez planów zbiorów czegokolwiek. Chciałem sobie na kaczuszki popatrzeć.
Wcześnie było, około 8 rano, większość sobie leniwie spało. 

Róża pomarszczona - porządny zbiór

Wczoraj,w sobotę, po południu postanowiłem wybrać się po jak najwięcej róży pomarszczonej. Smaczne i cenne owoce (nie są to botaniczne owoce)  są doskonałe do suszenia, na dżemy, można oczywiście jeść na surowo. Już kilka owoców zaspokaja dzienne zapotrzebowanie na witaminę C. Największą trudnością podczas jej zbiorów było zachowanie ich do przyniesienia do domu i nie zjadanie ich na bieżąco. Akurat róże bardzo mi smakują. 
Jeden z wielu krzewów róży pomarszczonej. 

Podagrycznik - niezbyt smaczny ale jadalny

Prezentowany na zdjęciu podagrycznik pospolity to w ogrodach bardzo uciążliwy chwast, trudny do zwalczania, gdy się chce nie używać "chemii". Roślina dość ekspansywna, szybko opanowuje teren. Odtwarza się z niewielkich fragmentów kłącza, więc zwalczanie go mechaniczne to bardzo często syzyfowa praca. Ma jednak ta niewielką zaletę, że jest jadalny. Aczkolwiek mi osobiście niezbyt smakuje. Na szczęście przy domu na swojej działce zbyt dużo go nie mam. 
Rosnący w pobliżu podagrycznik pospolity. 
Na wiosnę można z niej przyrządzać sałatki - zawsze to jakieś witaminy i pożywienie na przednówku chociażby. O tej porze roku też zjadliwy, na surowo lub po ugotowaniu. 

sobota, 16 września 2017

Znalazłem blisko miętę

Wczoraj podczas porannego wyjścia w okolicy mojej działki znalazłem stanowisko mięty. Ile mogłem to wykopałem. Jak już wspominałem postanowiłem oprócz warzyw uprawiać wszelkie typu zioła. Akurat miętę bardzo łatwo się rozmnaża. Zapomniałem tylko robić fotografię podczas poszczególnych etapów sadzonkowania. Ale nic straconego. Gdy będę znowu robić sadzonki, postaram się nie zapomnieć porobić zdjęcia to od razu Czytelnikom pokaże, jak łatwo się mięte rozmnaża. 
Stanowisko mięty. Wiele nie było ale do sadzonek jak najbardziej.


Pigwowiec

W czwartek podczas wędrówki znalazłem stanowisko pigwowca. Zebrałem owoców ile się dało. Na razie owoce są na półce. Za mało mam by się z nimi bawić. Gdy jednak pozbieram tego trochę więcej to zrobię z nich dżemik. Będę mieć kwaskowate cosik do herbaty.
Owocujący pigwowiec. Cenne zimowe źródło witaminy C oraz kwasów organicznych. Doskonały zamiennik cytryny do herbaty. Rósł przy ogrodzeniu.

Akumulator i ładowarkę mam już na miejscu

Wczoraj kurier dostarczył kupiony akumulator i ładowarkę do niego. Ładowarka inna niż tą która zamawiałem. Sprzedawca miał jakieś braki na magazynie. Kontaktował się ze mną w tej sprawie. Pytał czy chcę zwrot różnicy, czy zamiennik. Zamiennik używany, ale mocniejszy. Daje mi normalną gwarancję. Ten zamiennik może ładować "większe" akumulatory żelowe, bo tamten był tylko do akumulatorów 4-7 Ah. Mi to tam było obojętne. Jak mam gwarancję, to nie interesuje mnie fakt czy sprzęt nowy czy używany. Dołożył jeszcze ładowarkę samochodową. No i dobra. 
Kupiony akumulator. Już od razu podpięłem do niego gniazdko. 

Mój przeciętny dzień

Jak wygląda mój zwykły dzień... W sumie prawie jak normalny dzień pracy. Wstaję rano, dość wcześnie - między 6 a 9 rano. Gdy się obudzę to wstanę - po prostu. Pije sobie kawusię. Śniadań przeważnie nie jadam.
Wychodzę na zbiory. Zbieram drewno do moich skrytek lub jedzonko. Różnie. Prawie jakbym wychodził do pracy. W sumie to wychodzę do pracy. Wychodzę, by zdobyć środki na utrzymanie się. Tylko rzadko pośrednikiem jest tu pieniądz. Oczywiście jak się trafi zlecenie, to idę je realizować.
Po powrocie do domu zwykłe czynności, jak sprzątanie, gotowanie obiadu, prace ogrodnicze. Gdy mam z czego, robię sobie przetwory różne. Raz na kilka dni pranie. Zwyczajne prace domowe. 
Bardzo często po obiedzie wychodzę na dalsze zbiory. A to zbieram jedzenie, a to drewno. Staram się, póki jest pogoda jak najwięcej wychodzić na zewnątrz. W sumie to dużo zbieram wszelkich ziół do picia. Najwięcej zbieram pokrzywy. Pokrzywa zimą będzie dla mnie cennym źródłem witamin, soli mineralnych. To bardzo zdrowa roślina. 
Wieczorem, gdy już jest ciemno rozpalam sobie w piecu. Wieczory i noce są już coraz chłodniejsze. Nie muszę jeszcze utrzymywać dłużej ognia w palenisku, ale przepalić trzeba. Wieczorem najczęściej czytam sobie Pismo Święte, oglądam jakiś film. 
Być może moje relacje z mieszkania tutaj wyglądają trochę jak słodka sielanka. A to sobie jedzonko pozbiera za darmo. Jak chce to po drewno pójdzie. Tak jednak nie jest. Co prawda nie walczę o przetrwanie ale praca jest. Trzeba zbierać drewno na zimę. Utrudnieniem jest fakt, że nie mogę go sobie w większej ilości zbytnio przynieść do domu, ale muszę sobie takie skrytki robić w pobliżu. 

Uzyskałem trochę nasion z cukini

Z cukini udało mi się uzyskać trochę dobrych nasion. Reszta się nie nadawała. Ale te kilka nasion spokojnie mi wystarczy do posadzenia cukini w przyszłym roku. W ogóle to od przyszłego roku zamierzam pozyskiwać samodzielnie jak najwięcej nasion. Wyjdzie mi to taniej i będzie takie bardziej zgodne z moją idea zamieszkiwania tutaj - jak największa samowystarczalność. Stawiam przede wszystkim na wszelkie warzywa strączkowe. 
Te nasiona są pełne i będa się nadawać do posadzenia w maju w przyszłym roku. Niby niewiele ale gdy urośnie to sporo tego wyjdzie. W sumie tutaj jest równowartość przeciętnego detalicznego opakowania nasion. 

Moja literatura

W domu wiele osób posiada biblioteczkę. Ja tu także mam trochę literatury, aczkolwiek niestety niewiele. W końcu tutaj kiedyś przejeżdżałem do prac działkowych a nie by sobie pomieszkać. Podejrzewam, że książek będzie mi trochę brakować. Będę chciał sobie sukcesywnie biblioteczkę powiększać, ponieważ na razie mam tutaj tylko poradniki oraz Pismo Święte (które znowu postanowiłem przeczytać w całości)
Moja literatura. Jak widać jest tu poradnik ogrodniczy, książka o ziołach, książka o przyprawach, atlas roślin oraz Pismo Święte.
Książki przydałyby się na zimowe wieczory. W końcu nie będę cały dzień pracować zimą, wieczory tez trzeba jakoś spędzać. Oglądanie non stop filmów może się szybko znudzić. 



piątek, 15 września 2017

Zrobiłem leczo

We wtorek po zakupach robiłem leczo. Użyłem cukini, kilku patisonów, papryki oraz kupionego mięsa. Nie wszystkie patisony zużyłem, sporo mi zostało. Wyszło mi tego 5 słoików i trochę. Do tych 5 słoików użyłem w sumie prawie 1,5 mięsa wieprzowego, więc mogę uznać, że danie jest dość mięsne. Odkładam na półkę z przetworami. będzie na zimę. Zrobiłem też w środę wersję bez mięsa. Łącznie ma 11 słoiczków leczo.

Mięsne leczo. 

wtorek, 12 września 2017

Drobne zakupy uzupełniające zapasy

Oprócz chleba i garnka kupiłem jeszcze parę innych rzeczy. Zostało mi po tych zakupach niecałe 110 zł. Nie planuję w najbliższym czasie innych zakupów, poza wspominanym regularnym zakupem chleba. 
Dziejsze zakupy. 5 konserw. 2 paczki kotletów sojowych (jakoś się skusiłem). 5 kg cukru, który przesypuję do butli 5 litrowej. 4 kg mąki pszennej - także już przesypana. Przyprawa. 8 opakowań makaronu. 
Cukier będzie mi potrzebny, gdy zacznę robić chociazby dżemy z jabłek zbieranych w okolicy. Teraz jest ich sporo, ale zimą ich nie będzie. Chociaż widzę tutaj kilka drzew, u których podejrzewam pozostawanie owoców do zimy. Jednak łatwiej mi będzie otworzyć już gotowy dżemik. Dania z makaronu to tez swoiste urozmaicenie, chociaż wiadomo - to cały czas po prostu skrobia. Mąka przyda się albo do jakiś podpłomyków albo do zagęszczania potraw. Na kotlety sojowe to w sumie się skusiłem po prostu. Kupiłem też niecałe 2 kg mięsa wieprzowego. Całość kosztowała mnie około 75 zł. 



Nareszcie kupiłem porządny duzy garnek

Dzisiaj wcześnie rano wyszedłem do miasta. Kupiłem między innymi chleb, garnek i trochę innych zakupów o których w innym wpisie. Z uwagi na to, że piszę wszsytko z telefonu preferuję redagowanie krótkich wpisów, jest to dla mnie o wiele łatwiejsze. Co tu dużo pisac. Nareszcie kupiłem sobie duży garnek.  Kosztował 40 zł. Dotychczasowe gotowanie do łatwych nie należało. Gdy chciałem sobie coś ugotowac na dany dzień - ok sprawdzało się. Gdy jednak chće gotowac większa ilość, chociazby do słoików - potrzebowałem dużego garnka. Pieniądze już miałem - całe 200 zł. Mogłem sobie pozwolić nie tylko na zakup garnka ale i innych rzeczy. 
Ten 7-8 litrowy garnek idealny będzie do robienia przetwórów oraz gotowania większych ilości czegokolwiek. 
Dzisiaj test garnka - gotować będę gotować leczo. Na ognisku prawdpodobnie. Produkty juz mam. 

Jednak chleba nie da się niczym zastąpić

"Chleba nszego powszedniego daj nam dzisiaj"...A czemu nie ziemniaków? Dobra. Wiem, że w czasach Jezusa na Bliskim Wschodzie ziemniaki nie były znane. Oczywiście wiem także, że chleb w tej modlitwie jest po prostu zbiorczym symbolem zaspokojenia wszelkich potrzeb biologicznych człowieka. 
Kupione dzisiaj bohenki chleba. Na 3-4 dni będzie.